Autorem tekstu jest Adam Jank

Student Automatyki i Robotyki, poważnie traktujący jedynie wyzwania pióra. W stałość swych poglądów wątpiący; głęboko wierzący i głęboko niepewny; witalista, dekadent, idealista, nihilista. Zainspirowany twórczością Becketta, Conrada, Dostojewskiego i Prousta. Czyta, pisze, chodzi na siłownię, posiada skłonności do autoanalizy. Prowadzi blog, który znaleźć można pod adresem: http://adamjank.pl
  • Chimaira

    Polecam tezy z zakresu ekonomii religii, bo „obalenie” argumentu wymierności religii spowodowało u mnie klasycznego karpika. No chyba że w tym sensie obalenie, że większość ludzi nie zdaje sobie sprawy z zestawu korzyści jakie daje im religia (w sensie – plebs nie posiada samowiedzy :P).

    Zestawienie w tym samym zdaniu słów „religia” i „ewolucja” jest dość niefortunne, z racji tego że ewolucjonizm w religioznawstwie zdekonstruowano już na przełomie XIX/XX wieku czyli de facto jeszcze gdy ta nauka była w powijakach. ;) Aktualnie to albo fenomenologia religii albo jakieś formy poststrukturalizmu…

    Natomiast jeśli chodzi o to „stworzenie” religii opartej raczej na indywidualiźmie i doświadczeniach mistycznych, hmm… Albo nie ma tego w reportażu (i.e. ja nie widzę) albo trzeba nadrobić jakieś 50 lat (post)hippisowskich ruchów New Age (i wcześniej bitników), oraz odpowiednio 70 lat wicca i tyleż druidyzmu. Ten drugi zresztą, od kiedy przeżył renesans w latach 40. XX wieku i z romantycznego ruchu o konotacjach masońskich stał się religio-filozofią jednostek stanowi ciekawe pole do analizy filozoficznej. ;)

    Do tego mamy cały zbiór renesansu neopogaństwa czyli jakiejś formy religijności indywidualnej, opartej na sentymencie przedchrześcijańskim, powrocie do Natury (często w błędnej opozycji do Cywilizacji) no i przede wszystkim odwołującej się do atawizmów religijnych (jak animizm) czy po prostu bliższego i własnego kontaktu ze światem.

    Szkoda, że o tym nie ma tu ani słowa bo konkluzja jest taka, jakby trzeba było wyważyć… no właśnie, dawno już otwarte drzwi. Ale ja w sumie jestem poganinem, więc może się po prostu czepiam, bo w Polsce te zbiorowości są naturalnie promilem w stosunku do renesansu i revivalu na Wyspach Brytyjskich czy w USA. ;)