Na dzień dzisiejszy mam dla was relację – lub, jak niesie tytuł, reportaż – z drugiego spotkania Sokrates Cafe w Gdyni. Tekst z gatunku tych lżejszych, choć nie pozbawiony treści ciekawej. Temat: Czy potrzebujemy nowej religii? Jak miałaby ona wyglądać? Jest zatem miejsce dla zwyczajowej krytyki chrześcijaństwa oraz parę pomysłów, co mają zreformować światowe doświadczenie sacrum. Zapraszam.
Adam „Ingmar” Jank
Spotkaliśmy się 31 maja 2011 roku.
Przyszło 15 osób: Dominik, Adam, Bartek, Jakub, Miłosz, Weronika, Radek, Wojtek, Przemek, Marcin, Natasza, Dawid, Magnolia, Michał, Robert.
Zadaliśmy 8 pytań:
- Czy potrzebujemy nowej religii? Jak miałaby ona wyglądać?
- Indywidualizm i kolektywizm. Który jest bliższy naturze człowieka?
- Czy jest dzisiaj miejsce na ratowanie świata?
- Czy polityk powinien być przedsiębiorcą, czy idealistą?
- Czy zło powinno być ukarane?
- Czy można w ogóle zdefiniować pojecie sztuki? Jak?
- Co lub kto jest najbardziej perfidnym manipulatorem?
- Czy jeśli zło jest brakiem dobra, to jest nieuchronne?
Zwyciężyło pytanie podkreślone, dodajmy – zadane przez Miłosza. Łatwo zauważyć, że są to w istocie dwa pytania i dwa odmienne zagadnienia. Skupiliśmy się przede wszystkim na tym pierwszym, tj. na potrzebie religii czy szerzej: doświadczenia sacrum.
Z uwagi na „reportażowy” charakter tekstu – postaram się nie ustosunkowywać jawnie do różnych stanowisk, a spróbuję jedynie nakreślać tendencje, które dominowały podczas naszej rozmowy. Zaczynamy.
Religie świata – symbole i znaki
Potrzeba doświadczenia religijnego to temat ciekawy, omawiany wielokrotnie, szeroko komentowany przez różne ważkie postacie. W skrócie – chodzi o (nierozstrzygnięte) pochodzenie religii w ludzkiej kulturze. Niektórzy mówią że powstała ona jako próba racjonalizacji zjawisk przyrodniczych – słynny przykład „piorunu z jasnego nieba” wraz z interpretacją tegoż przez człowieka pierwotnego. Osoby na stanowisku przeciwnym twierdzą zwykle, że potrzeba doświadczenia religijnego jest w nas: jest częścią ludzkiej natury, była pierwotna względem wyładowań atmosferycznych, a te, co najwyżej, stanowiły bodziec do jej ujawnienia. Nie zabrakło tych stanowisk, naturalnie, podczas naszej dyskusji.
„Chrześcijaństwo traci swoją moc; w świecie zachodnim przekształca się w dziwny, rozwodniony buddyzm.”
Punktem wyjścia była krytyka chrześcijaństwa. Nie powinno to dziwić – jesteśmy wszak kulturowo głęboko w nim osadzeni, to jest też wyznanie, które deklaruje większość osób żyjących w Polsce. Punktów zaczepnych było kilka i wracały one w różnych momentach dyskusji. Z tych najważniejszych:
- cytowana już wyżej pewnego rodzaju ewolucja, przejście światopoglądowe w stronę dość płytkiego mistycyzmu, „rozwodnionego buddyzmu” – kwestionowana poprzez przytoczenie „Nowej Nauki Kościoła” oraz popularności nurtów, które nawołują do powrotu do Biblii i prostego przesłania „Chrystus Cię Kocha!”, obecnego głównie w azjatyckich Mega-Kościołach;
- wewnętrzna niespójność, różnica między Bogiem Starego a Nowego Testamentu – zaprzeczona poprzez przytoczenie „sympatycznych” fragmentów z „Księgi Wyjścia”;
- anachronizm, nieadekwatność czasowa, nieprzystawanie do nowego świata, rychły upadek w świecie konsumpcyjnej przyjemności – podważone wzmiankowanym już nowoczesnym przesłaniem oraz faktem stosunkowo niskiej popularności modelu zachodniego stylu życia nawet na samym Zachodzie. Chodzi, oczywiście, o dużą ilość ludzi biednych, żyjących w skrajnej nędzy;
- dogmaty (tzw. prawdy wiary; to, czego nie można podważyć) spowalniają rozwój świadomości społeczeństwa, są szkodliwe i konsekwentnie odrzucane – w polemice stwierdzono, że dogmatów nie ma „tak znowu dużo” i że tyczą się one zwykle rzeczy, które są naukowo nieweryfikowalne (jak istnienie Boga). Można je przyjąć lub odrzucić, wierzyć lub nie wierzyć – ale nie wpływa to na tempo rozwoju społecznej świadomości.
Tak wyglądała krytyka i obrona chrześcijaństwa. Lecz – jak już wspomniałem – była ona jedynie punktem wyjścia. Szybko pojawiła się teza, że w życiu trzeba w coś wierzyć, że to wiara nadaje życiu sens. Zacytujmy:
„Egipskie piramidy nie powstałyby, gdybyśmy ich budowniczowie nie wierzyli w życie pozagrobowe.”
Wiara jest ważna kulturowo i cywilizacyjnie, jest podwaliną życia ludzkiego. Innymi słowy – religia jest nam potrzebna do rozwoju, jest korzystnym zjawiskiem. Kapitalizm powinien zadbać, aby ludzie wierzyli – to się po prostu opłaca. I to stanowisko zostało zakwestionowane. Pojawiła się postać Friedricha Nietzschego i jego twierdzenie, że życie jest najwyższą wartością i jako takie nie potrzebuje racji, argumentu, który by dawał mu wartość. Wiara jest względem życia wtórna; to życie daje wierze wartość – nie odwrotnie. Teza o opłacalności religii również została obalona – wydaje się, że tak stawiając religię (jako wymierną korzyść) tracimy to, co w niej najważniejsze i najgłębsze – skazujemy ją tym samym na niebyt.
Sokrates Cafe, czyli dyskusja kawiarniana
Pojawiło się też twierdzenie, że nowa religia powinna ukonstytuować się drogą ewolucyjną, poprzez dyskusję i wersyfikację, nie zaś – prawdy objawione. Miałaby ona zatem w pewien sposób przypominać filozofię – czy może naukę? – w której prawdy są dyskutowane i modyfikowane. Zakwestionowało to tzw. doświadczenie historyczne, tj. fakt, że wielkie religie światowe tworzyły się rewolucyjnie, dzięki zrywom i potężnym jednostkom, które pełniły role duchowych przywódców, proroków. „Ewolucyjne”, powolne utrwalanie, naturalnie, trwało, ale w punkcie wyjścia był zryw, nie dyskusja dogmatów.
Zastanawialiśmy się następnie, jak mogłaby wyglądać ta nowa religia. Powinna być indywidualna – padła teza – skupiona na jednostce i wewnętrznym rozwoju. Nie chodzi o doświadczenie masowe a intymne, prywatne, głęboko mistyczne. Brzmi ciekawie, lecz – co również padło w argumentacji – już obecne religie „oferują” odłamy mistyczne i indywidualne (ot, działalność mistyków chrześcijańskich, jak Mistrz Eckhart), które nie cieszą się jednak dużą popularnością.
Kolejna z ważnych tez była o tyle ciekawa, że negatywna.
„Nie, nie potrzebujemy nowej religii. I tak jest już ich zbyt wiele. Reformujmy obecne.”
Tak też weszliśmy na pole rozmowy o potrzebie (lub braku) reformy obecnych religii, głównie – chrześcijaństwa. Wiele punktów zostało już przytoczonych wyżej, nie ma sensu ich powielać. Z ciekawszych – pojawił się postulat o konieczności odrzucenia naleciałości neoplatonizmu, rozumianego jako wyjaskrawienie dualizmu natury człowieka: wywyższenie duszy i wartości duchowych, umniejszenie roli ciała, sprowadzenie go do siedliska niskich popędów i żądz.
Warto też przyjrzeć się stanowisku przeciwnemu, które się pojawiło: nawoływaniu do tworzenia nowych religii oraz ich potrzeby w rozwoju człowieka:
„Myślę, że potrzebujemy nowej religii. Nawet nie jednej a wielu. Im więcej, tym lepiej. Potrzebujemy także tych reform. Chodzi o aktywizm intelektualny, wymianę poglądów i sposobów postrzegania świata, różnorodność, która jest korzystna dla kultury i człowieka w ogóle. Każda religia to zestaw pomysłów, przełamanie schematu, nowa wizja człowieka. Twórzmy!”
Cytat dość długi, gdyż należący do niżej podpisanego. Łatwiej spisuje się własne poglądy – żywiej odciska się ich piętno w umyśle. Naturalnie, komentarz i uwagi pozostawiam wam, samemu ponownie przyjmując pozę narratora i osoby, co oprowadza.
Była to jedna z ostatnich tez, które warte są przybliżenia. Końcowe minuty upłynęły pod znakiem wspomnianych „wielkich jednostek” i pytania: czy potrzebujemy nowego proroka, nowego wybrańca, który pociągnie tłumy? Pozostawiam je otwarte, jak też i my je zostawiliśmy. Zgodnie z ideą Sokrates Cafe – nie ma tu miejsca na wnioski końcowe czy podsumowanie. Dość powiedzieć, że było to owocne spotkanie.
Kolejny raz widzimy się we wtorek 23. sierpnia 2011 r. o godz. 18.00, jak zwykle – w Cafe Księgarni Vademecum. Wpadnij – pogadamy!
Przeczytaj także wpisy o podobnej tematyce:
- Sokrates Cafe Gdynia – reportaż z pierwszego spotkania
- Czym jest „Godna Śmierć”? – reportaż z 14. spotkania Sokrates Cafe Gdynia
- Nietzsche: o dwóch religiach nihilistycznych (i jednej afirmatywnej)
- Sokrates Cafe. Świeży smak filozofii, Christopher Phillips – recenzja







Anaksymenes z Miletu – niedoceniany mistrz?
Z archiwum φ #2 – Zdeterminowana wolna wola
Nietzsche: o dwóch religiach nihilistycznych (i jednej afirmatywnej)
Gdyńskie Picie Herbatki #10 – Czy źródło wciąż bije?
Turniej Debat 2012 – wielki finał już w niedzielę!