W ramach idei „Co w sieci myśli” prezentujemy dzisiaj wpis gościnny Cezarego aka Dziewica z bloga Płaszczyzna Immanencji, którego odwiedzenie serdecznie polecamy.
Filozofia? Tak! Ale która? Od czego zacząć? Byle nie od Tatarkiewicza… Te trzy tomy są tyleż pomocne w stawianiu pierwszych kroków, co zniechęcające. Zresztą nie bez przyczyny: służyły jako podręcznik szkolny. Widzieliście kiedyś ciekawy podręcznik szkolny? Pisze się je dla młodych ludzi, czy dla starych bab?
Jeszcze raz: od czego zacząć? Od początku? Od Talesa i Platona? Ponownie: nie radzę! Tym razem nie chodzi o stare baby… choć nadal chodzi o starość. Filozofia jest żywa o tyle, o ile mierzy się z pewnymi problemami (aktualnymi, żywymi, istotnymi). Nie należą do nich woda jako arche świata czy powód skazania Sokratesa na śmierć. Jasne: Platona i presokratyków trzeba znać – bez tego wiele pojęć, wiele późniejszych odniesień, aluzji, problemów nie będzie zrozumiałych. Ale na wszystko przyjdzie czas.
Filozofia to myślenie za pomocą pojęć (można jeszcze myśleć za pomocą perceptów i afektów – sztuka – lub za pomocą funktywów – nauka). I chociaż Tatarkiewicz jest pomocny w zrozumieniu pewnych pojęć, a Platon i spółka uczą „pracy” na pojęciach, to swoją przygodę z filozofią warto rozpocząć od samego myślenia.
Myślenie jest pewną „siłą”, „energią” podążania zawsze do przodu, po-za aktualny „stan rzeczy”. Przeciwstawia się wszelkim tradycjonalizmom, naiwnym konserwatyzmom, ale przede wszystkim religii. Powie ktoś jednak: czy i religia nie jest wykraczaniem poza obecny stan rzeczy, ku Transcendencji? Albo przynajmniej z doczesności do życia po śmierci? Nie o takie wykraczanie, nie o taką aktualność chodzi. Myślenie jest wychodzeniem po-za całą obecną strukturę. Każda religia czy społeczeństwo zakreśla pewną konstrukcję, pewne „terytorium”, w ramach którego później nieustannie funkcjonuje. Zadaniem myślenia jest zaś „deterytorializacja” – opuszczanie granic tej przestrzeni: „ku nowym funkcjom”.
Brzmi to zapewne bardzo abstrakcyjnie. Szepnę wam zatem na uszko podpowiedź: poza dobrem i złem.
Kiedy Nietzsche pisze o tym, że celem nowej „rasy” jest ustawić się poza dobrem i złem, nie ma on na myśli powrotu do prymitywnych, brutalnych, przedmoralnych czasów (choćby te czasy nosiły eleganckie, nazistowskie mundury). Chodzi mu raczej o przekroczenie pewnej struktury, pewnego terytorium o nazwie „moralność”.
Nie chodzi tylko o „obyczaje”. Zadaniem myślenia jest rozbijać każdą utrwaloną strukturę. Newton zrobił to z fizyką Arystotelesa, a Einstein z fizyką Newtona. Malarstwo abstrakcyjne z figuratywnym. Nie chodzi oczywiście o niszczenie dla samego niszczenia – ale zostawmy teraz tę kwestię.
To wszystko można umieścić w jednym słowie (tyleż znanym, co – często – błędnie rozumianym). A imię jego: sceptycyzm. Jeżeli filozofia ma czegoś uczyć, to na pewno nie posłuchu dla autorytetów, zdrowego rozsądku, opinii publicznej czy objawienia. Ma uczyć „spoglądania inaczej”, z ukosa, z lotu ptaka, z żabiej perspektywy, a przede wszystkim: w głąb (jakże często przekonuje się przy tym, że dana rzecz owej głębi wcale nie ma).
Filozof powinien być jednak sceptyczny także w momencie, gdy spotyka innego sceptyka. Czy na pewno jest on tym, za kogo się podaje? Niegodziwość i banał lubią przywdziewać różne maski. Najlepszym przykładem Kartezjusz: nazywa swój sposób postępowania metodycznym wątpieniem i jedną ręką odrzuca wszystkie dogmaty. Ale tylko po to, by za chwilę wszystkie je wprowadzić z powrotem na scenę – na czele z Bogiem i moralnością (ba, tej ostatniej w ogóle nie rusza, usprawiedliwiając się: jeszcze nie pora… choć dla takich jak on czas nigdy nie będzie właściwy). Podobnie Kant: nazywa swój system krytyką, określa go jako hipotezę i chociaż w „Krytyce czystego rozumu” pozbywa się Boga i nieśmiertelnej duszy, to natychmiast przywraca obie te rzeczy w „Krytyce praktycznego rozumu”. Chociaż wkład obu w rozwój filozofii jest nie do przecenienia – bądźcie czujni!
Od takich jak oni uczę się pracy na pojęciach (i sceptycyzmu w pewnych aspektach – bądźmy sprawiedliwi chociaż nawiasem: mimo iż niczym psy bronili zastanego ładu społecznego, to w kwestii epistemologii czy ontologii byli raczej wilkami). Jednak na nauczycieli myślenia wybieram innych: Hume’a, Nietzschego, Foucault’a.
Niektórzy mówią, że mamy dziś kryzys autorytetów. Moim zdaniem w tej kwestii niewiele się zmienia: co najwyżej same autorytety (ich maski). Wolność, równość, prawa człowieka, tolerancja, pacyfizm, minimalizowanie cierpienia, wolna wola, odpowiedzialność, pracowitość, konto na facebooku. Oto dekalog dzisiejszego człowieka.
A gdyby mu się tak przyjrzeć z ukosa? Może ludzie właśnie nie powinni być równi? Może potrzeba wojny? Albo pewnego typu niewolnictwa? Tym, na co cierpi dzisiejsza epoka – i każda epoka! – nie jest brak autorytetów, ale brak myślenia.
Do filozofii prowadzą różne drogi i różne lektury, nierzadko „niefilozoficzne”. Nie chcę wam mówić o mojej, ani wskazywać takiej, którą po tych kilku latach uważam za właściwą. Myślę, że filozofia nie wymaga zachęcania. Nie wymaga zdziwienia. Nie wymaga też, choć jej nazwa może wprowadzać w błąd, miłości. Jedynym, czego jej potrzeba, jest nienawiść! Nienawiść do głupoty i nikczemności.
Przeczytaj także wpisy o podobnej tematyce:
- O celowości uprawiania filozofii
- Strumień świadomości #4 – Matura z filozofii albo o tanim państwie
- Loci communes, czyli o jakości dyskusji
- Strumień świadomości #3 – Praca! Co po filozofii?






Anaksymenes z Miletu – niedoceniany mistrz?
Z archiwum φ #2 – Zdeterminowana wolna wola
Nietzsche: o dwóch religiach nihilistycznych (i jednej afirmatywnej)
Gdyńskie Picie Herbatki #10 – Czy źródło wciąż bije?
Turniej Debat 2012 – wielki finał już w niedzielę!